Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografie. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 sierpnia 2017

"Wszystko pamiętam, tatusiu" Katie Matthews

Autor: Katie Matthews
Tytuł: "Wszystko pamiętam, tatusiu"
Wydawnictwo: Amber, 2013r.
Liczba stron: 240


Katie ma dwadzieścia cztery lata. Odkąd pamięta czuła się "dziwna" w porównaniu z innymi ludźmi, choć nie wiedziała dokładnie dlaczego tak się działo. Jako nastolatce zdarzały się jej niekontrolowane wybuchy agresji, nad którymi nie panowała. Obecnie jest w związku z Tomem i właśnie dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Była to dość zaskakująca informacja, gdyż przekonywano ją, że nigdy żadnego nie będzie miała, bo zgwałcono ją w wieku osiemnastu lat, co spowodowało niepłodność. Kiedy trafiła do szpitala z silnym krwawieniem okazało się, że to prawda, ale najprawdopodobniej poroni. W klinice planowania rodziny zapewniono ją, że w dalszym ciągu jest w ciąży. Katie jest spanikowana, uważa, że nie da rady być matką dla swojego dziecka i cała perspektywa nader ją przerażała.

Przychodzi na świat Sam, który z powodu problemu z oddychaniem trafia na intensywną terapię. Katie wydaje się, jakby stała obok i w ten zupełnie niezrozumiały sposób oglądała wszystko, co się wokół niej działo. Narodziny syna uwolniły lawinę traumatycznych przeżyć, kobieta budzi się co noc z krzykiem śniąc straszne koszmary, w których główną rolę odgrywa jej ojciec. Wspomina dzieciństwo zniszczone przez despotycznego ojca oraz niepewną siebie matkę, z którą postępował według własnej woli. Kiedy nie radzi sobie z rzeczywistością przyjmują ją do szpitala psychiatrycznego, gdzie przechodzi leczenie, zaczyna przyjmować silne leki, a pomimo tego wciąż próbuje popełnić samobójstwo.

"(...) Zostałam więźniem własnego umysłu - a było to naprawdę przerażające miejsce (...)" - [str. 196]

Po wielu latach leczenia postanowiła zmienić swoje życie i przestać się dołować, a jedyne czego chce, to pomaganie innym dzieciom znajdującym się w podobnej jak ona sytuacji, tak samo krzywdzonych przez najbliższych. Ów cel stał się dla niej priorytetem. Przez całe życie szukała prawdziwej miłości, choć nie potrafi zdefiniować co to właściwie oznacza. To krzyk dorosłej kobiety, wewnątrz której ukrywa się mała, przerażona dziewczynka. Dlaczego przez tyle lat nikt jej nie słyszy? Nawet własna matka zmagająca się ze swoimi demonami - o niczym nie wiedziała? Być może nie chciała?

Wszystko pamiętam, tatusiu to wspomnienia Katie Matthews, córki znanego w mieście ojca, który wspinał się po szczeblach kariery dosłownie bez skrupułów. Wraz z kolegami wykorzystywał seksualnie dziecko mające zaledwie dwa lata. Do jakiego stopnia ten człowiek musi czuć się jak typowy władca świata, żeby zgotować córce taki los? Zamiast szukać dojrzałych kobiet, bardziej do niego podobnych, on wybiera małe dzieci, bo jego ofiarą była nie tylko Katie ale nawet chłopcy. W przypadku tej książki sprawcy zbrodni nie zostali ukarani, co nie zaskakuje zważywszy na fakt, kiedy wśród biorących udział w orgiach z dziećmi można spotkać sędziego. To dopiero złośliwość losu, gdy złoczyńca, któremu nie udowodniono winy wchodzi na salę rozpraw jako guru prawości i sprawiedliwości. To książka z morałem dla każdego czytelnika. Na wszystkich stronach został utrwalony ból autorki wywołany przez zdarzenia z przeszłości. Trudno wyobrazić sobie jej strach i przerażenie dziecka, które tylko "czeka" na to, co za chwilę się wydarzy. Koniecznie musicie przeczytać. Zachęcam i jeszcze raz zachęcam. Nie można obok cierpienia przejść obojętnie, bo takie postępowanie odczłowiecza ludzi, a to po prostu niegodne!

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Czytamy powieści obyczajowe

Publikacja:
   

sobota, 26 listopada 2016

"Ocalały" Sam Pivnik

Autor: Sam Pivnik
Tytuł: "Ocalały"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2013
Liczba stron: 312


Sam Pivnik to więzień Auschwitz – Birkenau o numerze 135913. Jest Żydem urodzonym w Będzinie przy ulicy Modrzejowskiej 77, dnia 1.09.1926r. , w tym samym mieście spędził wczesne lata dzieciństwa. Książka to jego wspomnienia z okresu uwięzienia oraz zdarzenia z życia sprzed wojny i te późniejsze.

W grudniu 1943 r. zaczyna po raz pierwszy poważnie chorować na tyfus. Z tego powodu trafia do obozowego szpitala, gdzie pacjenci leżeli stłoczeni razem po trzech na jednym łóżku, roznosząc tylko zarazki. Pomimo ciężkiego stanu zdrowia staje do apelu, któremu jak zawsze przewodniczy Mengele – oficer SS czyli osławiony Anioł Śmierci. Każdy więzień, który nie miał wystarczająco dużo sił aby stanąć obok swojego posłania, szedł do komory gazowej. Tym razem udało się młodemu chłopakowi wykonać to trudne zadanie, bo wiedział, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Pivnik miał wówczas zaledwie siedemnaście lat, a jego cała rodzina już nie żyła, przynajmniej tak sądził w tamtym okresie. Dopiero po wojnie okazało się, że poza nim ocalał jeszcze brat Natan. Sam opowiada o swoim dzieciństwie, o rodzinie oraz o tym, co go w pełni ukształtowało. Które wydarzenia wywarły na niego taki, a nie inny wpływ oraz przede wszystkim religia i edukacja, a także surowe oblicze wojny.


„(…) Jak ktoś umiera i pada pod Twoimi nogami, to zrób nad nim krok (…) Jeśli mu pomożesz, sam zginiesz. Takie zasady obowiązywały w Auschwitz – Birkenau. Były niewypowiedziane, niepisane, ale powszechnie znane i obowiązujące – jak prawo dżungli. (…)” – [str.116]


Sam potrafi wydajnie pracować, dlatego zostaje przeniesiony do kopalni Fursterngrube (dzisiaj nazywa się "Wesoła"), dołączając do nocnej zmiany cywilnych górników. Zajęcie to również było niebezpieczne, głównie ze względu na warunki, jakie panowały na dole, a także bicie i poniżanie więźniów. Pod koniec wojny odbywały się tak zwane marsze śmierci, które miały na celu dodatkowe dziesiątkowanie osadzonych Żydów. Miało ich zginąć o wiele więcej niż dotąd uratowało się przed śmiercią. Marsz, w którym uczestniczył Pivnik zaczął się w styczniu 1945 r. w okolicach Będzina, gdzie mieścił się obóz pracy Furstengrube i trwał do kwietnia tego samego roku kończąc się w niemieckim mieście Lubeka. Więźniowie podczas tego marszu umierali masowo od kul esesmanów, licznych chorób, osłabieni i tak wygłodzeni, że zjadali kawałki ludzkich zwłok leżących przy drodze. To dosłownie tragizm sytuacyjny w koszmarnym wydaniu.


Statek Cap Arcona, którego kapitanem był Heinrich Bertram sprzeciwiający się rozkazom SS, przetransportował około cztery i pół tysiąca więźniów, chociaż mógł pomieścić tylko siedemset osób. Samowi udało się dostać na pokład pomimo przepełnienia i powoli wracał do Polski. Niestety przez pomyłkę statek został zbombardowany, gdyż piloci RAF-u sądzili, że przewozi uciekających esesmanów. Uratowała się zaledwie garstka więźniów, wśród nich znajdował się również Sam. Jak potoczyły się jego dalsze losy? Na to pytanie oraz wiele innych czytelnik znajdzie odpowiedzi właśnie tutaj.

Ocalały to literatura faktu napisana przez autora w formie pamiętnika. Choć stworzono wiele publikacji na temat holokaustu, zawsze tak samo porusza każda z nich. To był ciężki czas w dziejach ludzkości, a sama historia nie ma się czym pochwalić w temacie humanitaryzmu czy empatii. Czytając tę pozycję odnosiłam wrażenie, jakbym siedziała obok własnego dziadka, który w niezwykle zajmujący sposób opowiada o wojnie i swoim życiu przed wojną oraz latach po niej. Brakuje mi tylko zdjęć autora, a zarazem głównego bohatera. Jedynie nadmienia, że były zrobione, ale nie dołączono ich do książki, która moim zdaniem, byłaby z pewnością pełniejszą całością. Szczerze polecam wszystkim pasjonatom historii, bo naprawdę warto poznać nieco inne spojrzenie na ten sam problem, który był już omówiony, a i tak jeszcze sporo zostało do odkrycia.

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books

Publikacja:
Lubimy czytać  

   
Ocalały [Sam Pivnik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Spotkamy się kiedyś w moim raju" Christel i Isabell Zachert

Autorzy: Christel i Izabell Zachert
Tytuł: "Spotkamy się kiedyś w moim raju"
Wydawnictwo: Świat Książki, 1996
Liczba stron: 192


Christel Zachert opisuje ostatni rok życia swej piętnastoletniej córki Isabell, która zmarła na nowotwór. Ten trudny rok przemienił młodą dziewczynę w dojrzałą kobietę. Po wystąpieniu pierwszych niepokojących objawów przypominających grypę, zaledwie w tydzień stan zdrowia mocno się pogorszył. Od razu postawiono diagnozę, że to nowotwór złośliwy w końcowym stadium.

Doktor Tobellius rozpoczął leczenie onkologiczne, ale rodzina dowiedziała się, że nowotwór zaatakował już całe ciało. Był to mięsak, guz tkanki łącznej, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów. Rokowania okazały się tragiczne, a lekarze dawali jej zaledwie kilka dni życia, o ile nie wydarzy się cud. Dziewczyna zostaje zoperowana, jednak realne szanse dotyczą nie całkowitego wyzdrowienia, ale tylko przedłużenia życia o kilka tygodni, ewentualnie miesięcy.

Całe otoczenie wspiera chorą, ona to czuje i stąd czerpie siłę do walki. Pierwszą chemię zniosła w miarę dobrze, chociaż zaczęły wypadać jej włosy, co było dla niej niezwykle przykre. Wyniki po pierwszym tygodniu terapii wykazały, że guz znacząco się cofnął, więc stanowiło to spory sukces i spowodowało radość chorej, a także członków jej rodziny oraz przyjaciół. Zostaje wypisana na okres świąt Bożego Narodzenia do domu, ale zaraz potem musiała ponownie stawić się w szpitalu, aby kontynuować leczenie. 

Terapia ogólnie przyniosła dziewięćdziesiąt osiem procent wyzdrowienia, z czego wszyscy bardzo się cieszyli, choć wiedzieli, że walka jeszcze się nie skończyła. 3 marca 1982 roku obchodziła swoje szesnaste urodziny. Każdy zdawał sobie sprawę z faktu, że być może są to ostatnie spędzone z najbliższymi. Od dawna Isabell grała na flecie, a teraz rodzice kupili fortepian, specjalnie dla niej zaciągając kredyt w banku, aby ją uszczęśliwić.

Doktor Tobellius motywując swoją pacjentkę do walki wypowiedział znamienne słowa, za które później wielokrotnie dziękowała:

"(...) Nie można wygrać życia, jeśli się nie ma odwagi (...)" - [ str. 66]

Terapia, aby przyniosła pełne rezultaty powinna być prowadzona przez dwa albo trzy lata. Tak długi pobyt w szpitalu, to zbyt wiele jak na szesnastolatkę i jej rodzinę. Są po prostu załamani. Niestety następuje nawrót choroby, a dziewczynie zaczyna brakować siły i motywacji, odczuwa głównie ból. W końcu się poddaje, gdy nie widać już szansy na wyleczenie podejmuje decyzję, aby zaaplikowano jej leki uspokajające, dzięki którym zaśnie bez bólu. Rodzice musieli zaakceptować jej wybór. Isabell umiera 17 listopada 1982 roku o godzinie piątej rano.

Spotkamy się kiedyś w moim raju to ostatni rok życia córki opisany przez Christel, a jednocześnie opiera się na pamiętniku, który zaczęła prowadzić Isabell przebywając w szpitalu i przekazała swoim rodzicom, aby wiedzieli, co czuje oraz potrafili lepiej ją zrozumieć. W książce znaleźć można listy skierowane do przyjaciół i rodziny, które odsłaniają, w jaki sposób postrzega wydarzenia,  z pewnością z zupełnie innej perspektywy niż mama, co wzbogaca zdecydowanie treść. Dołączone zostały fotografie dziewczyny jeszcze przed chorobą oraz podczas jej trwania, kiedy nie ma włosów, a także zdjęcia całej rodziny, razem z braćmi i rodzicami. Należę do empatycznych osób, dlatego spodziewałam się, że wydanie wyciśnie wiele łez z moich oczu. Niestety zbyt mało w niej konkretnych, burzliwych emocji, bardziej zaś przypominało suchą relację pobytów w szpitalu, na przemian z krótkimi wizytami w domu. Fakt, że główna bohaterka była wyjątkowo silną młodą kobietą pozostaje niezaprzeczalny, jednak czegoś zabrakło w opisach, pewnej wrażliwości, uzewnętrznienia uczuć tak do samego końca. Trudno ją ocenić, bo to  lektura niecodzienna. Przypomina o tym, co w życiu najważniejsze, dlatego warto się nad nią pochylić.

Moja ocena: 3/5 [dobra]

Publikacja:
Lubimy czytać
  

środa, 11 czerwca 2014

"Ostatnie lato" Cesarina Vighy

Autor: Cesarina Vighy
Tytuł: "Ostatnie lato"
Wydawnictwo: M, 2011
Liczba stron: 164


Pisarka po usłyszeniu diagnozy lekarzy nie pozostawiającej złudzeń co do długości, a także jakości ostatnich dni życia postanawia napisać książkę o sobie. O walce z nieuleczalną chorobą neurologiczną, zwaną SLA, tzn. stwardnienie boczne zanikowe, a raczej o bezsilności względem niej i poddaniu się, pogodzeniu z okrutnym losem. Czy zadaje sobie pytanie, podobne do stawianego przez wielu innych ludzi w tożsamej sytuacji? Dlaczego właśnie ja? Oczywiście, że tak! Robi to już na początku pierwszego rozdziału:

"Dlaczego spotkało mnie to upokorzenie?" - [str.7]

Niestety nie znalazła zadowalającej odpowiedzi, bo często po prostu się nie udaje. 

Bohaterka książki, a zarazem autorka obserwuje swe domowe otoczenie, gdyż wycofała się z czynnego życia, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na maile. Zwraca uwagę na sprawy, które dotychczas były na tyle realne, że niezauważalne. Traktowała wszystko, jak coś naturalnego, a teraz patrzy zupełnie inaczej, z większą zachłannością. Najlepszą przyjaciółką jest niespotykanie wierna i litościwa kotka.

We śnie przychodzą do schorowanej kobiety nieżyjący członkowie rodziny, jedni radośni, drudzy smutni i ponurzy, ale Amelia nie rozumie celowości tego działania. Zaczyna wspominać swoich krewnych. Z opowieści wyłania się trudna historia egzystencjalna przedstawicieli trzech pokoleń bliskich pisarce. Dziadek był człowiekiem na wskroś złym, babcia zmarła przedwcześnie, w wyniku czego mama Amelii - Nives, wychowywała się u sióstr zakonnych. Wyrwała się z domu i poznała żonatego adwokata, w którym z wzajemnością się zakochała. Namacalnym dowodem owej miłości jest Amelia. Bardzo trafnie określa więź łączącą matkę i córkę, chociaż stosuje diametralnie odmienne uczucia. Jednak wiadomo, jak potrafią być różne.

"(...) Najbardziej powszechna i wzajemna nieprzyjaźń to ta między matką a córką, na którą składają się podziw, antypatia, zawiść, ufność, podejrzliwość: więź zbyt ciasna, jak pępowina, która może nawet udusić" - [str.51]

Nives pragnie, aby córka była niezależna, nie kładzie więc nacisku na wykonywanie przez dziewczynę domowych obowiązków, która odnajduje się w teatrze, chowając nieśmiałość pod maską odgrywanych postaci. Była obiektem fascynacji człowieka, który okazał się podły oraz nikczemny. Nawet zaszła w ciążę... Obraz aborcji podany jest w oschły sposób, wyprany z wszelkich emocji, co dla mnie jest rzeczą niepojętą. Zawsze wydawało mi się, że to traumatyczne przeżycie dla kobiety, a autorka sprawia wrażenie, jakby jej to nie obeszło. Nie oceniam jej postawy, ale rzuciła mi się zdecydowanie w oczy, więc nadmieniam.

Po tych wydarzeniach przenosi się z Wenecji do Rzymu, który urzeka od pierwszej chwili. Zaprzyjaźnia się z Marią Antoniną, doskonale się rozumieją nawet w sferze erotycznej, ale opisuje to w sposób naturalny, co zaskakuje biorąc pod uwagę fakt, że wydarzenia miały miejsce w czasach niesprzyjających podobnym uczuciom. 

Ostatnie lato to przedstawicielka gatunku literatury faktu, pamiętnika, biografii. Autorka cofa się wstecz we wspomnieniach do najwcześniejszych lat swojego dzieciństwa, poprzez młodość, aż do wieku dojrzałego nacechowanego ciężką chorobą. Przytacza ciekawe przygody, własne spostrzeżenia na wiele tematów. Podaje złote rady, jak przetrwać w obliczu śmierci, czyni to na miarę dekalogu, ale z pewnym przymrużeniem oka. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Pierwsza przez kobietę przeżywającą swoje ostatnie upalne rzymskie lato, druga z perspektywy Wkurzonego Anioła Stróża, który się nią opiekuje, wtrąca uwagi dotyczące jej samopoczucia i podejścia do choroby. Mówi o niej jako o Z., ale ten skrót pozostaje do samego końca zagadką, przynajmniej ja nie znalazłam tajemnego szyfru. Niech tak zostanie. Okładka dobrana idealnie do książki, jakby przyroda własnym urokiem chciała zrekompensować traumatyczny okres, pocieszyć autorkę, ułatwić jej ostatnią drogę do lepszego świata. Bolesny to czas dla najbliższych, pożegnanie. Pisarka dedykuje książkę mężowi, córce oraz wnuczkowi, co jest bardzo wzruszające zważywszy na fakt pełnej świadomości przemijania. Proza momentami chaotyczna, ale naznaczona marzeniami i mądrością. Gorąco polecam!

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M :)


O autorze:

Cesarina Vighy (1936 - 2010) - wenecjanka z pochodzenia, większość życia spędziła w Rzymie. Poetka. Kiedy zapadła na rzadką chorobę neurologiczną, postanowiła stawić czoła opinii czytelników i napisała powieść Ostatnie lato - przejmujące świadectwo pogodzenia z losem, przemijaniem, cierpieniem i śmiercią. Książka została nagrodzona wieloma wyróżnieniami. [źródło informacji - okładka książki]

Publikacja:  
lubimyczytać.pl  

piątek, 2 maja 2014

"Zorkownia" Agnieszka Kaluga

Autor: Agnieszka Kaluga
Tytuł: "Zorkownia'
Wydawnictwo: Znak, 2014
Liczba stron: 288


Wydanie książki wyróżnia się od pierwszego momentu brakiem numeracji stron, jak gdyby tak drobny szczegół był nieistotny w porównaniu z trudną tematyką książki. Bo cóż jest ważniejszego nad ludzkie życie? Jednak nie chodzi o samą jego jakość, bardziej o godne umieranie. 

Bohaterka, a zarazem autorka dzielnie pomaga pacjentom hospicjum, aby w miarę spokojnie przeżyli swoje ostatnie dni. Teść Agnieszki zmarł na raka płuc i dzięki jego chorobie znalazła się w hospicjum jako wolontariuszka. Nie bez wpływu pozostaje fakt, że straciła swą córeczkę zaledwie w dziesięć dni po urodzeniu i złożyła małej obietnicę, że się nie załamie. Było to zadanie prawie niewykonalne, ale pozwoliło utrzymać się jej na powierzchni, zmusić do wstawania każdego dnia z łóżka i zwalczenia własnych słabości oraz porażającej rozpaczy.

Narratorem jest Aga i relacjonuje wydarzenia w formie suchych informacji, nie analizuje, nie ocenia zachowania chorego, ani członków jego rodziny. Bez nazwania rzeczy po imieniu i tak książka jest niezwykle empatyczna, łatwo się wczuć w ludzkie nastroje. Przedstawia czytelnikowi swoich podopiecznych, jak Pan Kazimierz, umierający na raka kości; Pani Genia - na raka szyjki macicy; Pan Jacek - rak jelita grubego; Pan Marek - rak płuc i wielu innych. Każdy ma własną historię życia, choroby oraz sposób umierania. Najmocniej zapamiętałam Przemka, który po wypadku samochodowym może poruszać jedynie głową. Jest pierwszym człowiekiem w Polsce, który napisał do prezydenta petycję z prośbą o eutanazję. W mediach swego czasu było o nim głośno. Teraz jest dowodem na to, że warto zwalczać swoje ograniczenia.

Zorkownia to autobiografia napisana w oparciu o osobiste doświadczenia Pani Agnieszki, od pierwszego dyżuru w hospicjum w lutym 2010 roku. Z każdym rozdziałem dowiadujemy się więcej o pacjentach, obdarzamy sympatią, współczuciem, poznajemy ich nieraz intymne historie. Najtrudniej znieść autorce zapach wydzielany przez osoby chore, choć podchodzi do tej sytuacji w sposób całkowicie naturalny. Narracja przeplata fragmenty z życia Agi oraz przypadki umierających, co daje pełny obraz całości. Na blogu opisuje codzienność w hospicjum, aby zrzucić z ramion ciężar odpowiedzialności. Wolontariat to niełatwe zadanie, ale dzięki tym wszystkim, którzy wykonują kawał arcytrudnej pracy, wykazują się empatią, umieranie już tak bardzo nie przeraża. Każdego dnia muszą być psychicznie gotowi na zgon pacjenta, a do tego raczej nie można się odpowiednio przygotować. Panuje wszechobecna bezradność wobec losu, który niefortunnie rozdaje karty. Powieść jest ciekawie wydana, zdecydowanie się wyróżnia. Prosta, ale ładna okładka. Zastosowano fragmenty poezji Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta, co niewątpliwie stanowi atut książki. Lekturę zaliczam do obowiązkowych!

Moja ocena: 5/5 [rewelacyjna]


Publikacja: lubimyczytać.pl

O autorze:

Agnieszka Kaluga - niegdyś pani od polskiego,dziś studentka psychologii, współzałożycielka organizacji dla rodziców po stracie DLACZEGO oraz BLOGteja - inicjatywy zrodzonej dzięki Blog Forum Gdańsk, integrującej poznańską blogosferę. Wolontariuszka w hospicjum palium, autorka bloga Zorkownia, nagrodzonego trzema statuetkami w konkursie Blog Roku 2011 [Najlepszy Blog Literacki, Wyróżnienie Główne, Blog Blogerów]. Zorkownia to jeden z dziesięciu blogów "Wysokich Obcasów" i Złota Strona tygodnika "Wprost". Namiętnie gra w Dixita. Na co dzień żona i mama dziesięcioletniego Bartka. [źródło informacji - okładka książki] 

piątek, 5 lipca 2013

"Podniebna kawaleria"

Autor: Witold Aleksander Herbst
Tytuł: "Podniebna kawaleria"
Wydawnictwo: Zysk i S - ka, 2013
Ilość stron: 380


Witold Aleksander Herbst urodził się w 1919 roku w Warszawie. Od 1938 roku uczęszczał do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Po wybuchu wojny ewakuował się przez Bukareszt, Stambuł i Marsylię do Lyonu, by ostatecznie trafić do Wielkiej Brytanii. Tam najpierw latał w dywizjonie 308, później 303. Został trzykrotnie zestrzelony, ale ani razu nie dał się złapać przez wroga. Uczestniczył w wielu ryzykownych misjach. Otrzymał brytyjski Krzyż Walecznych. Po wojnie ukończył London School of Economics. Pod koniec lat sześćdziesiątych przeniósł się do Nowego Jorku. Po 1989 roku sprowadzał do Świecia nad Wisłą – miasta, w którym się wychował – amerykańskich wolontariuszy uczących się angielskiego w czasie wakacji. Uhonorowany został przez polskie władze krzyżem kawalerskim Polonia Restituta i medalem Pro Memoria. Emeryturę spędza z rodziną w Edmonds niedaleko Seattle.” – z okładki.

Witold Herbst zaraził się „bakcylem latania”, jak to określa, mając piętnaście lat. Jest najstarszym żyjącym myśliwcem dywizjonu 303 i 308, który zdecydował się opowiedzieć o losach pilotów wojennych z bardziej zwyczajnej perspektywy, nie jako herosów, za których ich uznawano, ale zwykłych ludzi popełniających błędy. Przygodę swojego życia zaczyna od momentu, kiedy piątka przyjaciół tworzy grupę potocznie nazywaną „Klubem”, w skład którego wchodzą Borodej, Ginter, Pęckowski, Retur i oczywiście Herbst. Tragizm sytuacji polega na tym, że z wyżej wymienionych wojnę przeżył jedynie ostatni, pozostali albo zaginęli w akcji, albo ponieśli śmierć na miejscu. Codziennością pilotów była konieczność żegnania kolegów po fachu, ponieważ śmierć zbierała okrutne żniwo. Wstrząsający dla mnie był moment, kiedy pan Witold zmuszony przez zaistniałe okoliczności  strzelał do pilota, który nie mógł wydostać się z płonącego samolotu i tym sposobem wybawił go od śmierci w męczarniach. 

W dniu inwazji niemieckiej na Polskę był w eskadrze „B” Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Pierwszego dnia wojny miasto zostało zbombardowane, przez co szkoła straciła większość samolotów, ale piloci schronili się w okopach, dlatego nie ponieśli ofiary w ludziach. Podchorążowie w małych grupach, albo pojedynczo przekradali się do Francji, gdzie punktem zbornym był Lyon. Każdy z nich opowiada przyjaciołom o tym, co spotkało ich po drodze. Po pewnym czasie trafiają do Montrose, gdzie miał miejsce specjalistyczny kurs pilotażu polegający na ćwiczeniach w trakcie lotu figur akrobatycznych. Herbst zdał egzamin z wynikiem bardzo dobrym, po czym został oddelegowany do jednostki nieoperacyjnej w Gosport na południu Anglii, gdzie pomagano szkolić artylerzystów artylerii przeciwlotniczej marynarki i armii lądowej. Potem dostał się do szkoły nocnych myśliwców w Church Fenton, gdzie wywarł pozytywne wrażenie swoją postawą i umiejętnościami, przez co wybrał go na swego pilota sierżant Lynch, co było dużym wyróżnieniem. Jednak z powodu pewnej afery został przeniesiony do 308 dywizjonu myśliwskiego w Hutton Cranswick, który zestrzelił najwięcej niemieckich samolotów. Ponownie oddelegowany, tym razem do 303 dywizjonu w Nort Holt, co było dla niego po prostu marzeniem. Przelatał dotychczas ponad 140 lotów bojowych, dlatego wyjechał do szkoły myśliwskiej w Rednal w charakterze szefa wyszkolenia nawigacyjnego, co było równoznaczne z awansem na kapitana.

Podniebna kawaleria opisuje perypetie młodych Polaków, którzy zostali poniekąd zmuszeni do wzięcia udziału w walkach pod obcym niebem i daleko od ojczyzny. Przedstawia dużo istotnych faktów z czasów drugiej wojny światowej, a jednocześnie stanowi źródło wiedzy na temat stricte samolotów, ich rodzajów, czy przeznaczenia, wyższości jednych nad drugimi. Pasja latania i miłość do samolotów ujawnia się na kartach tej książki, najeżonej fragmentami czysto technicznymi sformułowaniami, czy nazwami, przez co czułam się nieco przytłoczona, jednakże jestem laikiem w zakresie lotnictwa i było to dla mnie całkowitą nowością. Autor pokazał odskocznie od brutalności wojny w postaci barów, gdzie dotrzymywały im towarzystwa kobiety, nierzadko wdowy po pilotach, teatru, czy gry w karty, szachy, co pomagało im na moment zapomnieć. Krótki romans z francuską pielęgniarką należał pewnie do tych samych kategorii. Herbst zerwał dobrze rokujący związek z powodu niebezpieczeństwa, na jakie narażał się każdego dnia. Piloci rzadko zawierali związki małżeńskie i zakładali rodziny. Panuje przesąd, że żonaci nie żyją długo i to się sprawdza w przytoczonych historiach z dreszczykiem. Piloci mogli ponieść śmierć nie tylko podczas walki, ale też w sytuacji awarii samolotu w powietrzu lub kolizjach nie należących do rzadkości.

Witold Herbst to pilot z gramofonem i walizką pełną płyt muzyki poważnej, który z pasją i wielką swobodą opisuje własne przygody, potyczki powietrzne podnoszące poziom adrenaliny we krwi. Po wojnie nachodzi go refleksja, czy to wszystko miało sens? Czy było dobre? W każdym razie dał z siebie wszystko. No i przeżył, aby dać świadectwo. 

Uważam, że książka ma swój urok. Jest ładnie wydana, duży druk ułatwia czytanie, a przede wszystkim zawiera ciekawe fotografie z archiwum autora oraz jego znajomych. Niektóre fragmenty czytałam w najwyższym skupieniu wysilając szare komórki i próbując zrozumieć, co autor ma na myśli, a inne z niebywałym zapałem, aby dowiedzieć się, co było dalej. Mam nadzieję, że Wam także się spodoba i dostrzeżecie jej liczne pozytywy. Zwłaszcza miłośnicy lotnictwa będą zachwyceni.

Moja ocena: 3/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books i Nie tylko literatura piękna...


Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater
 
Podniebna kawaleria [Witold A. Herbst]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 30 kwietnia 2013

"Powrót nad rzekę Kwai"

Autor: Loet Velmans
Tytuł: "Powrót nad rzekę Kwai"
Wydawnictwo: Bellona, 2005
Ilość stron: 148

Powrót nad rzekę Kwai -  Loet Velmans 

Co sprawia, że człowiek po przejściach wraca na miejsce kaźni? Loet Velmans - Autor, główny bohater książki i narrator w jednej postaci - szuka odpowiedzi nad rzeką Kwai na podstawowe pytania egzystencjalne, które nasunęły mu się podczas bycia poniżanym i katowanym jeńcem w czasie drugiej wojny światowej.

Loet był zaledwie siedemnastoletnim żydowskim chłopcem, kiedy Niemcy dokonały inwazji na jego ojczyznę Holandię. Wtedy dotarło do każdego z nich, że odtąd ich życie będzie podporządkowane rozkazom znienawidzonego wroga. Razem z rodziną przeprawiają się przeładowaną łodzią do Wielkiej Brytanii, a stamtąd postanawiają przenieść się do holenderskich Indii Wschodnich powodowani nadzieją, że wojna tam nie dotrze. Nic bardziej mylnego. Velmans wstąpił do wojska, a w 1942 roku Japończycy zaatakowali archipelag i bohater trafił do japońskich więzień pracy i obozów jenieckich.

Rozdzielony z matką i ojcem jest więziony najpierw w obozie na Jawie, potem Changi, Bangpong, Syme Road Jail, ponownie Changi. W opisanych obozach warunki bytowe cechowało bestialstwo i okrucieństwo największe z możliwych. Jeńcy byli bici, głodzeni oraz zmuszani do pracy ponad siły bez względu na trawiące ich choroby. Wysoka śmiertelność pośród nich jest efektem wielu zaniedbań w stosunku do więźniów. Drastyczne opisy zmian chorobowych:

"(...) Najbardziej obrzydliwe były gangrenowate wrzody - świadectwo wielkiego nieszczęścia i nędzy. Obrzydliwy fetor wydobywał się z rojących się od larw otwartych ran - wstrętny smród (...)" - [str. 87]

Loet pracował przez 18 miesięcy przy budowie linii kolejowej Tajlandia - Birma, zwanej "szlakiem śmierci", jako przymusowy robotnik i jeniec wojenny Japończyków. Towarzyszami niedoli byli żołnierze holenderscy, brytyjscy, amerykańscy i australijscy. Jak z powyższego wynika nikt nie został oszczędzony. Oprawcy nie dość, że głodzili na śmierć swoich jeńców, to dodatkowo okradali ich z paczek żywnościowych Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, które im przysługiwały, a nie docierały do nich w ogóle.

Wybuch bomby atomowej w Hiroszimie oznacza dla uwięzionych nadzieję na wyzwolenie, koniec wojny, a tym samym koniec udręki. Wzruszające spotkanie po latach z rodzicami, którzy wymizerowani po wojnie nie są tymi samymi ludźmi. Następuje porażające podsumowanie holocaustu tylko w tej jednej rodzinie, niewielu krewnych przeżyło. Bohater wraca na okręcie "Alcantara" do rodzinnej Holandii, odmienionej przez lata wojny nie do poznania.

Powrót nad rzekę Kwai to wzruszająca opowieść o granicach ludzkiej wytrzymałości. Ciekawie poprowadzona została akcja z punktu widzenia jeńca japońskiego, a nie niemieckiego obozu zagłady, bardziej nam znanego z innych relacji świadków. Loet po pięćdziesięciu latach wraca w miejsce doznania największych krzywd. Czas II wojny światowej jest dla wszystkich niewymownie bolesnym okresem w dziejach ludzkości. Bestialskie traktowanie więźniów jako taniej siły roboczej. Nieważne, że nie mieli siły do pracy, ich obowiązkiem było pracować. Z opowieści wyłania się obraz Japończyków, ich mentalności i obyczajów, dla których cesarz jest traktowany na równi z bogiem. Zbrodniarze wojenni po latach zostają ukarani i skazani, ale istnieją niechlubne wyjątki. Obserwujemy przedawnienia aktów oskarżenia, a wszystko wskazuje na ich bezkarność. Zafałszowanie faktów historii ma miejsce w szkołach, młodzi ludzie dorastają w nieświadomości i zakłamaniu.

Loet Velmans napisał bardzo wartościową książkę, która nakreśliła czytelnikowi okrucieństwo wojny. Udało mu się przeżyć dzięki szczęściu, silnej woli oraz wyobraźni pozwalającej na moment oderwać się od rzeczywistości. Jednak po wojnie wielu więźniów dręczą obozowe koszmary, które zapadły zbyt głęboko w podświadomość. Autor dołączył zestaw zdjęć celem udokumentowania własnych wspomnień. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, zmusiła do myślenia oraz analizy sensu działań zbrojnych w świecie. Nie pozwala na obojętność. Dlatego szczerze zachęcam do tej lektury każdego, aby lepiej poznać prawa rządzące wojną, a przede wszystkim nie zapomnieć o jej prawdziwym obliczu i oddać hołd ofiarom.

Moja ocena: 4/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books oraz Nie tylko literatura piękna...

środa, 27 lutego 2013

"Zagubiona dziewczyna"

Autor: Caroline Roberts 
Tytuł: "Zagubiona dziewczyna"
Wydawnictwo: Muza, 2006
Ilość stron: 264

Caroline Roberts Zagubiona dziewczyna 


Pozycję zaliczamy do literatury faktu. Autorka, a zarazem uczestniczka przedstawionych traumatycznych wydarzeń opisuje swoje relacje ze skazaną na dożywocie Rose West za dokonanie dziesięciu morderstw nacechowanych niebywałym okrucieństwem. Współwinnym licznych zbrodni był także jej mąż Fred West, jednakże zdołał umknąć wymiarowi sprawiedliwości popełniając samobójstwo w celi. O słynnym procesie było głośno w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

Z niedowierzaniem obserwowałam poczynania Caroline, kiedy na własne życzenie pakowała się w kłopoty,  a potem stwierdzała, że nie ma pojęcia dlaczego przydarzają jej się złe rzeczy! Miałam ochotę potrząsnąć nią, spoliczkować, żeby powróciła na właściwy tor. Wszystko wskazywało na to, że powielała błędy rodziców, jakby nie była w stanie przerwać chorego pasma przyzwyczajenia.

Caroline mając szesnaście lat  została zatrudniona przez Westów, swoich późniejszych oprawców w charakterze niani ich trzech córek. Niemal od samego początku odczuwała niepokój związany z ich podejrzanym zachowaniem, a kiedy zaproponowali jej udział w "seksualnym kręgu" postanowiła od nich uciec. Sprawy przybrały dla niej fatalny obrót, udręka trwała nadal, a najgorsze dopiero miało nadejść.

Jak dowiadujemy się ze wspomnień autorki daleko jej było do słodkiego dziewczęcia, a bliżej problematycznej, niezrównoważonej emocjonalnie narkomanki. W wieku sześciu lat została po raz pierwszy napastowana przez starszego przyjaciela rodziny, mając lat trzynaście przydarzyło jej się to samo w damskiej ubikacji, a potem kontynuacja nieszczęśliwych zbiegów okoliczności u Westów. Caroline zastanawiała się nieraz czy aby nie przyciąga w jakiś sposób tych wszystkich zboczeńców.

Była piękną dziewczyną, a pomimo tego uważała się za nijaką. Odczuwała odrzucenie jako średnia z dziesięciorga dzieci i za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie uwagę. Wybrała niezbyt dobry sposób: alkohol, narkotyki, seks prawie z każdym chętnym mężczyzną, których zmieniała jak przysłowiowe rękawiczki. Przez wściekłą zazdrość kończył się każdy rozpoczęty związek.

Tragedia, która jej się przytrafiła za sprawą Rose i Freda odcisnęła swoje piętno na całym późniejszym życiu. Miała możliwość pozwania ich do sądu, jednak zrezygnowała bojąc się opinii publicznej, która zdążyła już wydać wyrok. Według niej współuczestniczyła w seksualnych ekscesach, jak wyraził swoje zdanie funkcjonariusz policji. Przerażała ją perspektywa podobnej oceny przez innych i postanowiła się wycofać. Po latach żałowała tej decyzji, gdyż dzięki niej mogła uratować życie innym ofiarom, ale było zbyt późno na cofnięcie czasu.

"Inaczej było z osobami w galerii dla publiczności, które wzdychały, cmokały albo potrząsały głowami z niedowierzaniem. Byli zwyczajnymi ludźmi, którzy przyszli tu, nie wiedząc, co ich czeka. A teraz wstrząśnięci i oburzeni słuchali świadków, którzy opowiadali niewiarygodne rzeczy o uczynkach Rose West, kobiety o wyglądzie poczciwej gospodyni domowej w okularach, siedzącej na ławie oskarżonych poza zasięgiem ich wzroku." - [str. 210]

Często słyszymy o zbrodniarzach najcięższego kalibru, których bliscy nie podejrzewaliby o predyspozycje do złych uczynków. Niejednokrotnie sam wygląd nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Podobny model sprawcy znajdujemy w omawianej publikacji. Morderca może mieć twarz każdego z nas...

Zagubiona dziewczyna to książka o strachu przed śmiercią, a jednocześnie przed samym życiem. Ostrzega przed ferowaniem wyroków przez ludzi do tego nieupoważnionych a także przed obdarzaniem drugiego człowieka nadmiernym zaufaniem. Moje ogólne wrażenie to po prostu niesmak - będący efektem sposobu postrzegania świata przez Caroline, jej wyborów, szukania nieodpowiedniego towarzystwa. Jakiś złośliwy egoista powie, że otrzymała to, na co zasłużyła. Osobiście jestem ostatnią osobą, która użyje podobnego stwierdzenia, jednakże rachunek prawdopodobieństwa w tym wypadku mówi za siebie...

Polecam lekturę ku przestrodze!

Moja ocena: 3/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:  Nie tylko literatura piękna...