Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2016

"Ocalały" Sam Pivnik

Autor: Sam Pivnik
Tytuł: "Ocalały"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2013
Liczba stron: 312


Sam Pivnik to więzień Auschwitz – Birkenau o numerze 135913. Jest Żydem urodzonym w Będzinie przy ulicy Modrzejowskiej 77, dnia 1.09.1926r. , w tym samym mieście spędził wczesne lata dzieciństwa. Książka to jego wspomnienia z okresu uwięzienia oraz zdarzenia z życia sprzed wojny i te późniejsze.

W grudniu 1943 r. zaczyna po raz pierwszy poważnie chorować na tyfus. Z tego powodu trafia do obozowego szpitala, gdzie pacjenci leżeli stłoczeni razem po trzech na jednym łóżku, roznosząc tylko zarazki. Pomimo ciężkiego stanu zdrowia staje do apelu, któremu jak zawsze przewodniczy Mengele – oficer SS czyli osławiony Anioł Śmierci. Każdy więzień, który nie miał wystarczająco dużo sił aby stanąć obok swojego posłania, szedł do komory gazowej. Tym razem udało się młodemu chłopakowi wykonać to trudne zadanie, bo wiedział, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Pivnik miał wówczas zaledwie siedemnaście lat, a jego cała rodzina już nie żyła, przynajmniej tak sądził w tamtym okresie. Dopiero po wojnie okazało się, że poza nim ocalał jeszcze brat Natan. Sam opowiada o swoim dzieciństwie, o rodzinie oraz o tym, co go w pełni ukształtowało. Które wydarzenia wywarły na niego taki, a nie inny wpływ oraz przede wszystkim religia i edukacja, a także surowe oblicze wojny.


„(…) Jak ktoś umiera i pada pod Twoimi nogami, to zrób nad nim krok (…) Jeśli mu pomożesz, sam zginiesz. Takie zasady obowiązywały w Auschwitz – Birkenau. Były niewypowiedziane, niepisane, ale powszechnie znane i obowiązujące – jak prawo dżungli. (…)” – [str.116]


Sam potrafi wydajnie pracować, dlatego zostaje przeniesiony do kopalni Fursterngrube (dzisiaj nazywa się "Wesoła"), dołączając do nocnej zmiany cywilnych górników. Zajęcie to również było niebezpieczne, głównie ze względu na warunki, jakie panowały na dole, a także bicie i poniżanie więźniów. Pod koniec wojny odbywały się tak zwane marsze śmierci, które miały na celu dodatkowe dziesiątkowanie osadzonych Żydów. Miało ich zginąć o wiele więcej niż dotąd uratowało się przed śmiercią. Marsz, w którym uczestniczył Pivnik zaczął się w styczniu 1945 r. w okolicach Będzina, gdzie mieścił się obóz pracy Furstengrube i trwał do kwietnia tego samego roku kończąc się w niemieckim mieście Lubeka. Więźniowie podczas tego marszu umierali masowo od kul esesmanów, licznych chorób, osłabieni i tak wygłodzeni, że zjadali kawałki ludzkich zwłok leżących przy drodze. To dosłownie tragizm sytuacyjny w koszmarnym wydaniu.


Statek Cap Arcona, którego kapitanem był Heinrich Bertram sprzeciwiający się rozkazom SS, przetransportował około cztery i pół tysiąca więźniów, chociaż mógł pomieścić tylko siedemset osób. Samowi udało się dostać na pokład pomimo przepełnienia i powoli wracał do Polski. Niestety przez pomyłkę statek został zbombardowany, gdyż piloci RAF-u sądzili, że przewozi uciekających esesmanów. Uratowała się zaledwie garstka więźniów, wśród nich znajdował się również Sam. Jak potoczyły się jego dalsze losy? Na to pytanie oraz wiele innych czytelnik znajdzie odpowiedzi właśnie tutaj.

Ocalały to literatura faktu napisana przez autora w formie pamiętnika. Choć stworzono wiele publikacji na temat holokaustu, zawsze tak samo porusza każda z nich. To był ciężki czas w dziejach ludzkości, a sama historia nie ma się czym pochwalić w temacie humanitaryzmu czy empatii. Czytając tę pozycję odnosiłam wrażenie, jakbym siedziała obok własnego dziadka, który w niezwykle zajmujący sposób opowiada o wojnie i swoim życiu przed wojną oraz latach po niej. Brakuje mi tylko zdjęć autora, a zarazem głównego bohatera. Jedynie nadmienia, że były zrobione, ale nie dołączono ich do książki, która moim zdaniem, byłaby z pewnością pełniejszą całością. Szczerze polecam wszystkim pasjonatom historii, bo naprawdę warto poznać nieco inne spojrzenie na ten sam problem, który był już omówiony, a i tak jeszcze sporo zostało do odkrycia.

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books

Publikacja:
Lubimy czytać  

   
Ocalały [Sam Pivnik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 9 lutego 2015

"Dzień miodu" Annia Ciezadlo

Autor: Annia Ciezadlo
Tytuł: "Dzień miodu"
Wydawnictwo: Świat Książki, 2012
Liczba stron: 496


Annia Ciezadlo w 2003 roku spędziła w Bagdadzie miodowy miesiąc, potem przez sześć kolejnych lat mieszkała na przemian w Bejrucie i Bagdadzie, pisała wraz z mężem reportaże o wojnie. Istota książki zamyka się w poniższym fragmencie:

"(...) Gotuję z powodów starych jak świat: by odegnać samotność, tęsknotę za domem, nieustanne poczucie, że tu nie pasuję. Jeśli z płynnego nurtu swojego życia potrafisz wyczarować coś stabilnego (...) będziesz czuł się jak u siebie wszędzie na świecie przynajmniej w porze obiadu." - [str.18]

Autorka przedstawia sylwetki swoich dziadków, rodziców, ich przyzwyczajenia i sposób życia. Pisze także o miłości, problemach osobistych, małżeńskich. Kreśli przed czytelnikiem historię Iraku i Libanu - polityczną, społeczną, kulturową, a nade wszystko kulinarną. Irackie kobiety były prawie niewolnicami mężów, nie miały własnej tożsamości ani prawa decydowania o sobie. Przybliża postać doktor Salamy al - Chafadży, najbardziej popularnej polityczki w Iraku. Pełniła funkcję mediatora między wojskiem amerykańskim, a zwolennikami As - Sadra, co było wyróżnieniem, zważywszy na fakt, iż jest kobietą. Absolutnie nikt nie ułatwiał jej zadania, aby osiągnąć tak wysoką pozycję, mianowicie w jednym z późniejszych sondaży zajęła jedenaste miejsce w rankingu osób publicznych. 

Dzień miodu to reportaż o wojnie, gościnności i jedzeniu; obraz życia zwykłych ludzi w czasie konfliktu. Opisuje przyczyny i skutki zbrojnych działań. W okresie wojennym młodzi Irakijczycy uczyli się w szkole strzelać z kałasznikowa. Nauczyciele wymagali od uczniów, aby nazywali prezydenta "wujkiem Saddamem", więc rzeczywistość mocno podkręcona, która kształtowała psychikę człowieka od najmłodszych lat. Książka jest bardzo starannie wydana, z mnóstwem ozdobnych elementów oraz piękną okładką, która mnie urzekła. Na ostatnich kartach zostały zamieszczone przepisy i bibliografia, na której opiera się praca autorki. Jednak spodziewałam się czegoś więcej. Nie porwała mnie tak, jak zakładałam, czegoś jej brakowało, fragmentami monotonna, ale ogólne wrażenie pozytywne. 

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Czytam opasłe tomiska

O autorze:

Annia Ciezadlo była specjalnym wysłannikiem "The Christian Science Monitor" w Bagdadzie oraz "The New Republic" w Bejrucie. Pisała o kulturze, polityce i Bliskim Wschodzie dla "The Nation", "Seveur", "The Washington Post", "The New York Times", "The New York Observer" i libańskiego "Daily Star". Jej artykuł o gotowaniu z irackimi uchodźcami w Bejrucie znalazł się w tomie Best Food Writing w 2009 roku. Annia Ciezadlo mieszka z mężem w Nowym Jorku. [źródło informacji - okładka książki]

Publikacja:
   

niedziela, 28 września 2014

"Altana" Mary Nichols

Autor: Mary Nichols
Tytuł: "Altana"
Wydawnictwo: Świat Książki, 2012
Liczba stron: 400


Rok 1918 - Lady Helen Barstairs oczekuje dziecka i przebywa do momentu rozwiązania u ciotecznej babki Marthy. To córka hrabiego, która odebrała staranne wykształcenie, przygotowano ją do pełnienia roli idealnej żony bez innych aspiracji, czy własnych ambicji. Zgodnie z oczekiwaniami rodziny, poślubia Richarda, kolegę nieżyjącego brata. Z powodu przebywania na froncie relacje pomiędzy małżonkami mocno się rozluźniły, utrzymywali kontakt jedynie listowny. W takich warunkach poznaje Oliviera Donovana. Szuka odosobnienia w tytułowej altanie, znajdującej się w pobliżu jeziora, gdzie spędza dużo czasu właśnie z tym mężczyzną. Z ich gorącego romansu przychodzi na świat córeczka, ale surowy hrabia oddaje niechcianą wnuczkę do adopcji. Choć Helen z całych sił walczyła o jej zatrzymanie, niczego nie osiągnęła.

Rok 1940 - Laura Drummond wykonuje zawód pielęgniarki. Dzień przed ślubem ginie narzeczony Bob, zostawiając ją przy nadziei. W tragicznych okolicznościach wspiera ją Steve, przyjaciel zmarłego. Po pewnym czasie zbliża się do dziewczyny, która zawsze może liczyć na jego pomoc. Matka Laury, Anna, wychowywała się w ochronce doktora Bernardo. Nigdy nie poznała swoich rodziców. Wyłania się bolesna historia życia, którą usilnie starała się ukryć przed córką. Koleje losu polepszyły się dopiero w momencie, kiedy na scenę wkroczył mąż Tom.

Akcja zazębia się przy wykorzystaniu zarówno I, jak i II wojny światowej. Daje to ciekawy efekt spójności, ale jakże ciężki. Przedstawia wojenne realia, jak wysokie ceny, podatki, ogólną biedę, racje żywnościowe, właściwie brak artykułów na półkach sklepowych. A to wszystko pośród codziennego bombardowania miasta, ruin domów, zgliszcz. Życie bohaterów utkane z wydarzeń wojennych, przeplata się z doniesieniami z frontu, które mniej lub bardziej decydują o ich samopoczuciu, czasem śmierci, uświadamia kruchość życia.

Altana to intrygująca powieść o niełatwej miłości. O tym, jak bardzo grzechy rodziców z przeszłości mogą zaważyć na wydarzeniach teraźniejszych. Okazuje się, że nie można cofnąć czasu, aby dokonać korekty, czy nanieść istotne poprawki, ale należy stanąć oko w oko z problemem. Autorka stworzyła bohaterów o zróżnicowanej charakterystyce, a dodatkowo umożliwiła im całkowitą przemianę. Najlepszym tego przykładem jest Steve, który diametralnie zmienił się po wypadku, choć ta zmiana jest raczej negatywna. Wcześniej był radosnym, pewnym siebie mężczyzną, a obecnie zakompleksionym człowiekiem. Czuje się gorszy od innych. Czy udowodni ukochanej kobiecie swą prawdziwą wartość? Czy istnieje realna szansa na to, że odważy się postawić ten ryzykowny krok? Fragmenty książki wywołują dreszcze. Pomimo, że akcja jest nieco przewidywalna, nadrabia pozytywnym zakończeniem. Naprawdę warto przeczytać.

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Czytam opasłe tomiska

Publikacja:

sobota, 7 czerwca 2014

"Urodzony w cieniu talibów" Andrea Busfield

Autor: Andrea Busfield
Tytuł: "Urodzony w cieniu talibów"
Wydawnictwo: Albatros, 2011
Liczba stron: 368

 

Matka głównego bohatera powtarza, że urodził się w cieniu talibów, cokolwiek ów cień mógł oznaczać. Początkowo było to dosyć niejasne sformułowanie, ale po głębszej analizie, wysnuwaniu własnych wniosków nabrał większego doświadczenia, szybciej dojrzewał, zyskując przeświadczenie, co tak naprawdę miała na myśli jego mama. Chłopak nosi imię Fouad i jest jedenastoletnim narratorem w powieści. Wspomina wszystkich z pewnym dystansem, aczkolwiek od razu wiadomo kogo darzy sympatią, a kogo po prostu nie lubi.

Rodzina Fouada nie była bogata, ale przed przyjściem talibów przynajmniej szczęśliwa. Chłopiec dzieli opis wydarzeń na te, które miały miejsce przed pojawieniem się talibów, oraz te, które zdarzyły się potem. Jak gdyby były to dwa odległe, totalnie różne światy. Opowieść o codziennym życiu chłopca przeplata się z tragedią wojny. Ludzie umierali z powodu chorób, głodu, ataków rakietowych oraz wybuchających min. Śmiertelność była wysoka, wprost zatrważająca, co znajduje odzwierciedlenie w osobistych przeżyciach  Fouada. Ojciec został zabity, bracia również zginęli, siostra zaginęła. Został tylko ze swoją matką.

"(...) Każde z nas dostało swoją porcję cierpienia (...) Ostatecznie żyjemy w Afganistanie." [str. 59]

Dżahed to kuzyn chłopaka, z niewładną nogą, biedny i brzydki. Z tego powodu staje się pośmiewiskiem każdego, kto ma ochotę na szydercze poniżanie innego, słabszego człowieka. Wymaga to od niego dużo twardości, szuka schronienia w kokonie niewrażliwości, stworzonym na podobne sytuacje. Ma bolesną świadomość, że żadna kobieta nie zechce go za męża, dlatego oszczędza pieniądze, aby mieć kartę przetargową u wybranki serca

Poznajemy obyczaje charakteryzujące Afganistan. To kraj wielu obowiązujących zasad. Słynie z dwóch rzeczy: uprawy maku i bezustannych walk. Po ucieczce talibów obywatele uzyskali prawo głosu, kobiety dopuszczono do parlamentu, dziewczyny wróciły do szkół. Tradycja zawierania związku małżeńskiego, który nadzorują rodziny we własnym zakresie. Może być w formie zapłaty długu, albo na zasadzie wymiany córkę za syna i odwrotnie. Łączą się w pary zbyt blisko spokrewnione osoby, których potomstwo wcześniej umiera obciążone genetyczną "złą krwią". W tej kulturze dobra panna młoda, to smutna kobieta.

Święto ofiar to jedno z ulubionych świąt muzułmanów, upamiętniające akt poświęcenia Allahowi przez Ibrahima jego syna. Przez trzy dni kraj skąpany we łzach zamienia się w miejsce radości i piękna. Na przykładzie przyjaciela bohatera - Spandiego, który ginie zupełnie niepotrzebnie, poznajemy również zwyczaje związane z uroczystością pogrzebową, modlitwą za zmarłego. 

Urodzony w cieniu talibów to oparta na faktach książka, w której jest miejsce na łzy radości, ale także rozpaczy. Mieszanka wzięta prosto z życia ogarniętego wojennymi zmaganiami z wrogiem Afganistanu. Wzruszająca historia zakazanej miłości widzianej oczami młodego chłopca, opisanej z jego perspektywy. Bohater nie ma łatwego życia, dopiero Angielka Georgie przychodzi im z pomocą zatrudniając mamę Fouada do pomocy w swoim domu, gdzie odnajdują namiastkę spokoju, rodzinnego ciepła i serdeczności, a także przyjaźń z nieoczekiwanej strony - cudzoziemców. Książkę cechuje zdecydowany podział na dwie odrębne części. Na wstępie znajduje się słowniczek wyjaśniający zastosowane w powieści zwroty w języku afgańskim, co jest udanym posunięciem, gdyż po zapoznaniu się z nim późniejsza lektura jest łatwa w odbiorze. Okładka niezwykle klimatyczna, związana z treścią książki, dzięki której poczułam prostotę afgańskiej rzeczywistości. Powieść stanowi udany debiut literacki autorki, porusza i chwyta za serce już od pierwszych stron. Z pełną odpowiedzialnością polecam każdemu czytelnikowi złaknionemu informacji na temat wojny w Afganistanie oraz codziennej egzystencji jednostki społecznej.

Moja ocena: 5/5 [rewelacyjna]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Grunt to okładka, Debiuty pisarskie oraz Nie tylko literatura piękna...

O autorze: 

Andrea Busfield urodziła się w Wielkiej Brytanii. Z zawodu jest dziennikarką; przez 15 lat pracowała dla "The Sun" i "News of the World". Jako reporter po raz pierwszy odwiedziła Afganistan w 2001 roku. W latach 2005 - 2008 była redaktorem naczelnym ukazującej się w Kabulu gazety finansowanej przez NATO. Plonem tego pobytu jest pierwsza, oparta na faktach książka Urodzony w cieniu talibów, przełożona na 18 języków. Po wyjeździe z Afganistanu pisarka mieszkała przez kilkanaście miesięcy na Cyprze przygotowując drugą powieść Wojna Afrodyty. [źródło informacji - okładka książki]

Publikacja:
lubimyczytać.pl      
 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

"Korczak" Katarzyna Stachowicz

Autor: Katarzyna Stachowicz
Tytuł: "Korczak"
Wydawnictwo: Buchmann, 2012
Liczba stron: 157


Fenomen Janusza Korczaka fascynował mnie od dawna. Sięgając po literaturę okresu wojennego, często spotykałam jego postać, która gdzieś na drugim planie pełna poświęcenia i niespotykanej odwagi wykonuje swe zawodowe obowiązki związane z niesieniem pomocy tym najmniejszym, a zarazem najsłabszym w społeczeństwie. Jest człowiekiem wciąż docenianym. Istnieje literacka nagroda im. Korczaka, instytuty korczakowskie, szkoły i szpitale czy domy dziecka noszące jego imię, nawet w 1971 roku na jego cześć nazwano jedną z planetoid. Biografia Korczaka to prawdziwa uczta dla mojej duszy. Czułam pragnienie bliższego poznania tej niejednoznacznej osobowości. Czy publikacja spełniła pokładane w niej nadzieje i oczekiwania? O tym za chwilę.

Korczak to postać wyjątkowo złożona. Jeszcze przed wojną został znanym lekarzem, pedagogiem, laureatem wielu odznaczeń. Całym sercem oddany dzieciom, niereformowalny idealista, zwolennik kontroli narodzin, co oznacza, że według jego opinii ludzie chorzy, kryminaliści, czy alkoholicy nie powinni mieć własnego potomstwa. Podejmuje dość wcześnie decyzję o świadomym nie założeniu rodziny i pozostaje temu wierny do końca, podobnie jak w przypadku poglądu, że poświęcenie dla innych zapewni mu szczęśliwe, godne i pełne życie. Czasami dręczyła go samotność, co jest zupełnie zrozumiałe w świetle jego postanowień, ale osierocone dzieci zastąpiły mu brak własnych.

"(...) Janusz Korczak zapewne był czarodziejem, który bez trudu zjednywał sobie serce dziecka. Z każdego jego gestu i spojrzenia promieniowała tak głęboka, spokojna i prawdziwa miłość, że dziecko u jego boku natychmiast czuło się bezpieczne i ufne. (...) Czasem można mieć wrażenie, że dużo więcej tego szacunku żywi do dzieci niż do ich dorosłych rodziców. (...) aż roi się od ironicznych uwag o rodzicach i opisów konfliktów z nimi, a w najlepszym wypadku pisze o nich z nieukrywanym lekceważeniem. (...) - [str.53]

Janusz Korczak to właściwie literacki pseudonim Henryka Goldszmita, urodzonego 22 lipca 1878 lub 1879 roku. Wątpliwości odnośnie roku wynikają z faktu, że jego ojciec z opóźnieniem wyrobił metrykę, co w tamtych czasach było rzeczą nagminną. Pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny z Hrubieszowa w województwie lubelskim. Po maturze rozpoczyna studia medyczne i decyduje się zostać lekarzem pediatrą. Piękna inicjatywa stworzenia ośrodków kolonijnych dla ubogich warszawskich dzieci, podczas której nabiera doświadczenia pedagoga pracując każdego dnia z najmłodszymi. W 1900 roku zostaje członkiem Towarzystwa Kolonii Letnich.

Lata dwudzieste to okres stabilizacji w pracy Korczaka, która wzbudzała zainteresowanie w kraju i za granicą. Powstały różne placówki wzorowane na systemie korczakowskim. W 1926 roku przyznano mu order Polonia Restituta, a w 1937 w uznaniu zasług literackich Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Okres międzywojenny był dla Żydów trudny, z mocną tendencją antysemicką. Traktowano ich jak obywateli drugiej kategorii. Pomimo nieprzyjemnych incydentów Korczak wierzył w duchowy rozwój ludzkości. Był pełen nadziei. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, co znalazło odzwierciedlenie w jego zachowaniu. Trudno pogodzić się z faktem, że wartości, w które wierzył i walczył przez całe życie, chwieją się w posadach.

Kiedy Hitler dochodzi do władzy Korczak przeczuwa nadchodzącą katastrofę. Zniechęcony konfliktami społecznymi i antysemizmem przewidywał wybuch wojny i druzgocące jej skutki. Niemcy wprowadzają restrykcje dotyczące żydowskiej ludności. Wspomina się o konieczności budowy getta, w celu odseparowania Żydów od reszty społeczeństwa. Zapada decyzja o przymusowym przesiedleniu. Korczak był namawiany do ukrycia poza jego murami, jednak bez rezultatu. Nie zostawił swoich podopiecznych. Życie w getcie pełne było smutku, ubóstwa, wstydu i poniżenia. Korczak stara się, aby czas wojennej zawieruchy jak najmniej odczuły dzieci i prowadzi wszystkie zajęcia tak jak dotychczas. Docierają pogłoski o tworzeniu obozów koncentracyjnych, ale początkowo nikt nie daje wiary tym zatrważającym informacjom. Wielka Akcja Likwidacyjna rozpoczęła się 22 lipca 1942 roku, notabene w dniu urodzin Janusza Korczaka. 

Korczak to rzetelnie przygotowana biografia, oparta na wielu źródłach podanych w przypisach, głównie bibliografii podmiotowej, przedmiotowej, artykułach, filmach i stronach internetowych. Zdecydowanie zabrakło zdjęć. Ich zawartość dodałaby książce wyrazu. Na dole strony liczne przypisy. Ciekawe kalendarium w skrócie ujmuje najważniejsze fakty z życia Korczaka. Okładka skromna, przedstawia fotografię jego twarzy, ale idealnie dopasowana do książki. Znajdziemy w niej przytoczone fragmenty prozy Korczaka wraz z tytułami, omówione codzienne obowiązki i przywileje, reguły obowiązujące w Domu Sierot. Poza tym podejmuje temat realiów politycznych i obyczajowych z życia Żydów, praktykowanie zmiany imienia na polsko brzmiące, aby nie wywoływać dysonansu i wpasować się w środowisko. Ukazuje pochodzenie Korczaka, wspomina liczne przeprowadzki, bogate otoczenie, etapy edukacji, chorobę psychiczną ojca, przez którą rodzina popadła w ubóstwo. Sam nigdy nie przywiązywał wagi do pieniędzy, gdyż z własnego doświadczenia wiedział, że raz są, a innym razem ich nie ma. Nie został przez autorkę wyidealizowany w żaden sztuczny sposób, nawet przytacza opowieści z czasów młodości, będące dowodem na jego rezolutną naturę. Dużym atutem opracowania jest lekkie pióro autorki oraz jej dystans do przedstawienia szczegółów życia Korczaka, bez oceniania jego postawy, cech charakteru czy życiowych wyborów. Na mnie biografia wywarła pozytywne wrażenie, dlatego każdego zachęcam do czytania. Naprawdę warto poznać losy Pana Janusza, od narodzenia, aż do bohaterskiej śmierci. Polecam!

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books, Nie tylko literatura piękna oraz Grunt to okładka

Publikacja: lubimyczytać.pl

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Simon i dęby" Marianne Fredriksson

Autor: Marianne Fredriksson
Tytuł: "Simon i dęby"
Wydawnictwo: Replika, 2013
Liczba stron: 396


Literatura okresu drugiej wojny światowej od zawsze mnie fascynowała i chociaż czytałam już wiele publikacji na jej temat, nie pozostaję obojętną na tragizm opisywanych zdarzeń, wręcz przeciwnie. Stale sięgam po inne książki celem zdobycia nowych informacji, czy poznania ważnych faktów historycznych. Z takim nastawieniem zaczęłam czytać powieść autorstwa Marianne Fredriksson, jednakże poszukiwanych przeze mnie elementów było zdecydowanie zbyt mało. Działania wojenne są niejako tłem innych wydarzeń, z tego powodu sama istota wojny do mnie nie przemawia. Słyszy się o niej tylko w radiu, a społeczeństwo żyje własnymi, codziennymi sprawami.

Tytułowy bohater to wrażliwy i empatyczny chłopiec, charakteryzuje się nieco ciemniejszą karnacją niż rodzice, czarnymi włosami oraz ciemnymi oczami, ale do pewnego czasu w ogóle nie jest świadomy tego, że wyróżnia się od reszty. Przybrana matka - Karin to bardzo piękna i dobra kobieta o zdecydowanej osobowości, do której zwracano się bezustannie o pomoc, gdyż potrafiła uważnie słuchać. Ojciec - Eryk to człowiek pełen sprzeczności, jednak dokładał wszelkich starań, aby spełnić edukacyjne marzenia Simona, nie szczędził pieniędzy, których raczej nigdy nie brakowało. Oboje byli dumni z osiągnięć syna. Zdecydowanie lepszy kontakt miał z matką, przyziemnego ojca niejako się wstydził. Poznaje Izaaka, żydowskiego chłopca, z którym przyjaźni się aż do osiągnięcia dojrzałego wieku. 

Karin i Eryk nie wiedzieli, który moment jest odpowiedni na poinformowanie Simona o jego biologicznych rodzicach. Poza tym pojawił się we wsi antysemityzm, co ostudziło ich zapał do wyznania prawdy. Obawiali się o jego życie i bezpieczeństwo, drżeli z tego powodu każdego dnia. Żadna chwila nie była odpowiednia, ale wyjawiają w końcu sekret o pochodzeniu Simona, który jest szczerze zaskoczony, gdyż nie spodziewał się, że akurat TA kobieta go urodziła. Od zawsze odczuwał w stosunku do niej pewien rodzaj niechęci, ale postanawia z nią porozmawiać i wypytać o szczegóły dotyczące biologicznego ojca. Sytuacja zamiast osiągnąć większą klarowność, jeszcze bardziej się komplikuje. 

Simon i dęby to piękna, ujmująca i ciepła opowieść o przyjaźni, dorastaniu oraz poszukiwaniu własnej tożsamości. Jak wspomniałam na wstępie odczułam niedosyt wydarzeń związanych bezpośrednio z działaniami wojennymi, chociaż znalazłam informację o tym, że tuż po zakończeniu walk w angielskich gazetach pojawia się prawda o wojnie, obozach koncentracyjnych w Polsce i Niemczech. Życie bohaterów toczyło się utartym trybem, nawet zdarzały się zabawne momenty, co świadczy o pewnej emocjonalnej równowadze. Świat nie był tylko zły, ani tylko dobry, wszystko mieszało się w odpowiednich proporcjach. Autorka zastosowała płynną narrację i zarysowała idealny szkic postaci dopracowanych wręcz perfekcyjnie. Okładka książki jest estetyczna i bardzo mi się podoba, pomimo, iż nie ma związku z jej treścią. Staranne wydanie zasługuje na najwyższe uznanie. Trudno mi przyporządkować powieść do gatunku literatury historycznej, bardziej skłaniam się ku obyczajowej. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością, ale czegoś mi brak. Pomimo tych drobnych niedoskonałości zachęcam do lektury, bo jest godna uwagi każdego czytelnika.

Moja ocena: 4/5 [bardzo dobra]

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Czytamy powieści obyczajowe oraz Z literą w tle

Publikacja: lubimyczytać.pl

O autorze:

Marianne Fredriksson [1927-2007] szwedzka pisarka i dziennikarka. Napisała piętnaście powieści, które były tłumaczone na czterdzieści siedem języków, m.in. angielski, niemiecki, holenderski i polski; szczególnie zaś cenione są w Niemczech. Głównym tematem jej książek jest przyjaźń, bo - jak sama utrzymywała - w przyszłości "przyjaźń będzie ważniejsza niż miłość". W Polsce ukazały się m.in. Arka Noego; Anna, Hanna i Johanna; Elizabeth i Katarina.

W 2011 roku na podstawie książki nakręcono dramat psychologiczny. [źródło informacji - okładka książki]  

niedziela, 8 grudnia 2013

"Pozostał gniew" Dominik Rutkowski

Autor: Dominik Rutkowski
Tytuł: "Pozostał gniew"
Wydawnictwo: Bellona, 2013
Ilość stron: 304


Dominik Rutkowski urodził się w Warszawie w 1968 roku. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, pracował w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Zadebiutował powieścią "Ile kroków do domu", pisał scenariusze filmów dokumentalnych, artykuły do kolorowych magazynów. Jest warszawskim przewodnikiem, miłośnikiem architektury gotyku. „Pozostał gniew” stanowi fikcję literacką, jednakże zainspirowaną niepublikowanymi pamiętnikami dziadka autora.

Pan Rutkowski przedstawia losy wielu bohaterów, którym przypadła w udziale okrutna, wojenna codzienność. Poznajemy historię Juliana, aresztowanego podczas manifestacji na Rossie, zatrudnionego jako tłumacz u kapitana NKWD Paluchina, który zleca mu różne zadania do wykonania. Kolejny to Mirek znajdujący się pośród wziętych do niewoli żołnierzy, pochodzący z Żytomierza. Z głodu zmarli jego rodzice, rodzeństwo, a także dziadkowie. Iwan przed wojną grał na pianinie, został przydzielony do służby wojskowej. Nie znalazł się na pierwszej linii ognia, bo był zaopatrzeniowcem, ale zdążył zauważyć, jak okrutne jest wojsko. Jednak nie uczyniło go to obojętnym, nadal pozostał wrażliwym, czułym i dobrym człowiekiem. Grisza stanowi jego całkowite przeciwieństwo. Stał się twardym mężczyzną, który uważa, że nie trzeba się nad nikim litować, tylko dbać o samego siebie. Mira i Irka to bliźniaczki z podsierpeckiej wsi, w wieku piętnastu lat zabrane na roboty przy obsłudze gospodarskich zwierząt. Marianna jest warszawianką przymusowo wywiezioną do pracy w charakterze służącej. Niemal cudem przeżyły rzeź, której ofiarami padli właściciele pałacyku.  Alina to Żydówka, w wieku osiemnastu lat powołana do pracy przy łupaniu cegieł. Podróżuje z pozostałymi dziewczętami w przebraniu starszych pań, z powodu zasłyszanych informacji o gwałtach i mordach.

Obozowa rzeczywistość przedstawiała się beznadziejnie. Przeludnione baraki, przepełnione latryny, brak opieki medycznej i posiłków z prawdziwego zdarzenia. Trudno było najeść się miseczką wodnistej zupy. SS-mani dręczą wynędzniałych i osłabionych jeńców. Zbulwersował mnie opis wygłodniałych więźniów, którym rzucano nadgniłą kapustę i robiono zdjęcia, kiedy zachowywali się jak zwierzęta walcząc zaciekle o każdy kawałek nadający się do spożycia. 

Spotkania z radziecką władzą przynosiły jedynie grozę w najczystszej postaci. Patetycznie brzmiące słowa o rewolucji niosącej szczęście i wolność są tylko pustymi gestami, nic nie znaczącymi frazesami. Głębiej ukryty sens to pragnienie rządzenia światem. Trudno się zaaklimatyzować w nowych warunkach.

"Życie w świecie pozbawionym tradycji, grobów przodków, swojskiej architektury, w której się wzrastało, specyficznej zrozumiałej jedynie wśród sąsiadów gwary, miejsc, z którymi wiążą się najwcześniejsze wspomnienia (...) wydawało mu się kalekie, pozbawione wewnętrznej głębi (...)" - [str.257]

Pozostał gniew to wyjątkowo smutna książka, której akcja toczy się na Zachodnim Pomorzu w 1945 roku, kiedy front z siłą huraganu uderzył w okolicę i przetoczył się w kierunku Berlina. Ukazuje dramatyczne oblicze wojny oraz prawdę na temat powojennych Ziem Odzyskanych, dawni kaci stają się ofiarami i nie wiadomo, czy im współczuć, czy ich potępiać. Powieść została wydana z dbałością o szczegóły, posiada niezwykle klimatyczną okładkę, która od pierwszej chwili zwróciła moją uwagę. Lubię w literaturze tematykę wojenną, dlatego zdecydowałam się na tę lekturę. Początkowo narracja była skomplikowana, gdyż pojawiały się zbyt długie, na siłę rozbudowane zdania, ale na szczęście później to się unormowało zdecydowanie na korzyść. Autor wprowadził fragmenty dziennika własnego dziadka, przez co książka zyskała na autentyczności. Zwróciłam uwagę na szereg niejasnych fragmentów pozwalających na błędne interpretacje. Zastanawiałam się do czego doprowadzi stworzenie wielu wątków, które początkowo sprawiały wrażenie zupełnie od siebie oderwanych, niczym nie powiązanych, jednak z zapartym tchem czekałam na moment, w którym autor postawi przysłowiową kropkę nad „i”. Nagle wszystko zaczęło zmierzać do przerażającego finału, będącego wspólnym mianownikiem opowiedzianych dotychczas historii. Czy w tym piekle na ziemi istnieje chociażby cień nadziei na człowieczeństwo albo czyste uczucia? Zapraszam do lektury każdego, kogo interesuje bolesna tematyka drugiej wojny światowej.  

Moja ocena: 4/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books

Opublikowano na stronie: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/197294/pozostal-gniew/opinia/15248293 


ZA KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ PORTALOWI SZTUKATER :)

wtorek, 19 listopada 2013

"Ocalić od zapomnienia" Magdalena Tryzno

Autor: Magdalena Tryzno
Tytuł: "Ocalić od zapomnienia"
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza, 2013
Ilość stron: 218


Autorka urodziła się w 1976 roku, z wykształcenia jest filologiem. Interesuje się teatrem, literaturą, sztuką ludową, medycyną, kocha zwierzęta. Założycielka wrocławskiego Ruchu Wyzwolenia Zwierząt oraz członek Federacji Zielonych, grupy Zielona Kultura i Amnesty International. "Ocalić od zapomnienia" to debiut literacki Magdaleny Tryzno, dokumentujący Kielecczyznę z okresu 1920 - 1945 roku.

Pod wpływem impulsu postanowiła przelać na papier wspomnienia swojej Babci Broni, aby uchronić je od zapomnienia. Sięgają pokolenia Jej dziadków, którzy pamiętali epidemię cholery z 1894 roku, w wyniku której zmarło wiele ludzi. Ofiary grzebano we wspólnej mogile z dala od wioski. We wrześniu 1914 roku miał miejsce przemarsz wojsk Józefa Piłsudskiego, co było wielkim wydarzeniem dla mieszkańców Lisowa. 

Magdalena Tryzno wprowadza czytelnika w koneksje rodzinne, podaje nazwiska przodków, daty urodzenia, śmierci, przyczyny zgonu, a także naświetla ogólny zarys wiejskiej egzystencji. W Lisowie podczas drugiej wojny światowej spalone zostały księgi parafialne, dlatego autorka nie potrafi odnaleźć aktów urodzenia najstarszych przodków. Zdarzają się idealnie zachowane dokumenty, które niestety nie są wolne od błędów i pomyłek w datach. Autorka zamieściła ciekawostkę dotyczącą imienia Maria. Dawniej używano formy 'Marianna', przez wzgląd na szacunek do Najświętszej Marii Panny, matki Jezusa, będącą postacią ze wszech miar wyjątkową.

Bronisława Dudała urodziła się w 1920 roku w Lisowie. Był to okres dosyć niespokojny, zarówno w Polsce, jak i w Europie zachodziły liczne zmiany. Dzieciństwo na wsi przebiegało bez większych wzlotów czy upadków. Niezwykle skromna I Komunia Święta odbyła się w sierpniowy dzień pracujący, nie uroczyście w niedzielę, jak to jest w zwyczaju obecnie. Otrzymała od księdza różaniec i obrazek pamiątkowy, bez żadnych prezentów. Edukację rozpoczęła w wieku siedmiu lat, a zakończyła już po czwartej klasie. Większość wiejskich dzieci nie posyłano regularnie do szkoły, gdyż niewykształceni rodzice uważali to za stratę czasu. Nagminny brak pieniędzy na książki i pozostałe materiały szkolne był problemem czasem nie do rozwiązania. Zimą szkołę zamykano z powodu braku środków na opał. Bronia w wieku piętnastu lat zaczęła pracować we dworze, przy uprawie tytoniu oraz kopaniu ziemniaków. Kolejna ciekawostka, która mnie zaintrygowała, bo nie słyszałam o tym wcześniej, dotyczy makijażu wykonywanego przy użyciu kolorowej, mokrej bibuły przykładanej do ust, powiek lub policzków, w zależności od tego, co miało być umalowane.

Poznajemy historię wsi, która istnieje od 1119 roku. Znajduje się w niej sporo istotnych, wartych przypomnienia miejsc, jak Kościół p.w. św. Mikołaja, cmentarz z murowaną kostnicą, młyn oraz dwa zadbane i okazałe dwory. Ludzie we wsi żyli nadzwyczaj skromnie w niskich, jednoizbowych drewnianych chatach krytych słomą, składających się z izby, komory i sieni, czasem strychu. Pod jednym dachem znajdowały się również zwierzęta. Autorka wylicza sprzęty, czyli wyposażenie każdego pomieszczenia w domu oraz zaznacza zmiany, jakie następują na przestrzeni lat w samym domostwie. Mieszkańcy wsi byli nieufni i niechętni zmianom. Najważniejsze wartości dla nich to stojąca na straży tradycji rodzina, wiara oraz praca. Sąsiedzi wzajemnie sobie pomagali, służyli radą, odwiedzali się często i byli wobec siebie solidarni. 

Codzienne życie na wsi charakteryzowało się ciężką, fizyczną pracą. Kultywowano podział obowiązków na typowo męskie i kobiece. Mężczyźni dbali o utrzymanie rodziny, a kobiety szyły, haftowały, prowadziły dom i wychowywały dzieci, w wolnym zaś czasie pomagały mężom w polu. Kilkuletnie dzieci były już angażowane do pracy w gospodarstwie. Wypasały zwierzęta, obierały ziemniaki, przynosiły wodę ze studni i zajmowały się młodszym rodzeństwem. Praca na roli była ściśle związana z porami roku i uzależniona od warunków pogodowych. W zależności od wielkości plonów nieraz doskwierał wyniszczający mieszkańców głód.

Autorka podaje przykłady prostych dań serwowanych na wiejskim stole, opisuje charakterystyczny ubiór codzienny oraz zakładany od święta. Kąpiel odbywała się w jednej wodzie raz w tygodniu, w sobotę, zaczynając od najstarszej osoby. Woda była ponownie wykorzystywana do prania, chyba, że prano w rzece przy użyciu drewnianej kijanki. Choroby zakaźne, jak tyfus, cholera i ospa prawdziwa, na które zapadali zamieniały się w epidemie. Wysoka śmiertelność chorych, którzy tak naprawdę nie mieli świadomości, co się z nimi dzieje. Dzieci przychodziły na świat lekko upośledzone, z różnymi wadami postawy, wynikającymi z zaburzeń genetycznych z powodu łączenia się w pary ludzi ze sobą spokrewnionych. Śmierć była traktowana, jak naturalna kolej rzeczy.

Ocalić od zapomnienia to wyjątkowo piękna i wartościowa pamiątka dokumentująca życie Babci Broni, a zarazem będąca odzwierciedleniem Kielecczyzny. Zawiera mnóstwo istotnych faktów historycznych oraz typową mentalność egzystencjalną wsi. Autorka przedstawiła tradycje chrześcijańskie, realia okresu drugiej wojny światowej, a także pozostałe dziedziny ściśle związane z Lisowem. Książkę wydano z niezwykłym rozmachem i ogromną starannością. Jest jedna problematyczna kwestia, mianowicie strona 173 powinna znaleźć się w miejscu 172. Poza tym nie mam więcej zastrzeżeń. Okładkę wybrano ze zbioru zdjęć zamieszczonych wewnątrz publikacji, które przedstawia Babcię z 1943 roku, co stanowi ciekawe uzupełnienie całości i nadaje odpowiedni klimat. Poza tym w kopercie dołączono wywód rodzinny Babci oraz Dziadka, co jest miłą niespodzianką dla pasjonatów genealogii. Pani Magdalena Tryzno doskonale przemyślała to, o czym pragnie pisać i w sposób genialny zrealizowała plan. Snuje opowieść o życiu swoich przodków, odznacza się lekkim piórem, dzięki czemu zatraciłam się w jej historii. Podjęty temat jest ściśle powiązany z moimi zainteresowaniami, dlatego chwile spędzone z lekturą okazały się przyjemne, niezależnie od tego, że nie pozostaje wolna od bólu, rozpaczy, ani śmierci. Serdecznie polecam!

Moja ocena: 5/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books, Debiuty pisarskie, oraz Nie tylko literatura piękna...


ZA  KSIĄŻKĘ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ SZTUKATEROWI :)

poniedziałek, 30 września 2013

"Legion Condor. Hiszpańska wojna Hitlera"

Autorzy: Tomasz Nowakowski, Mariusz Skotnicki
Tytuł: "Legion Condor. Hiszpańska wojna Hitlera"
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica, 2011
Ilość stron: 254


"Płk SG Tomasz Nowakowski, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, kustosz Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, a następnie oficer Straży Granicznej. Specjalizuje się w historii wojskowej krajów niemieckojęzycznych i historii techniki wojskowej. Jest autorem lub współautorem licznych książek i tłumaczeń z tej dziedziny, m. in.: Armia Austro - Węgierska 1908 - 1918, Jednostki górskie armii niemieckiej, 4 Panzer Division, Indywidualna broń strzelecka II wojny światowej.

Mariusz Skotnicki, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego , st. kustosz Muzeum Wojska Polskiego. Specjalizuje się w historii II wojny światowej, szczególnie techniki wojskowej. Jest autorem lub współautorem licznych publikacji książkowych z tej dziedziny, m. in.: Niemieckie samochody pancerne 1905 - 1945, 4 Panzer Division, Polska. Dzieje wojenne, Honor i Ojczyzna. Bohaterskie czyny Polaków w czasie II wojny światowej." - [z okładki].

Autorzy podjęli trud przedstawienia czytelnikowi rzetelnej analizy wojny domowej w Hiszpanii, która miała miejsce w latach 1936 - 1939 i poprzedziła wybuch II wojny światowej w Europie. Szacunkowe dane informują o pięciuset tysiącach śmiertelnych ofiar w ludziach. Większość bomb zrzuciły samoloty niemieckiego Legionu Condor, czyli formacji powołanej do życia przez Adolfa Hitlera w listopadzie 1936 r., której poświęcona jest ta książka.

Ciekawym aspektem opracowania jest wprowadzenie do historii Hiszpanii, którą w XIX wieku charakteryzowała niestabilna sytuacja polityczna mająca negatywne odbicie w gospodarce kraju. Początek XX wieku przyniósł gwałtowne rozwinięcie przemysłu, który ponownie się załamał. Takie wahania z pewnością nie przysłużyły się państwu. 

W październiku 1936 roku premier Francisco Largo Caballero wydał dekret o utworzeniu Armii Ludowej składającej się z ochotników międzynarodowych. Niemiecki korpus, któremu przyświecał cel wspierania dalszych walk w Hiszpanii wojsk nacjonalistycznych, został nazwany Legionem Condor. Stworzono sieć ośrodków szkoleniowych, w których do lutego 1939 roku przeszkolono pięćdziesiąt sześć tysięcy hiszpańskich żołnierzy. Lotnicy oraz pozostali żołnierze niemieccy nosili cywilne ubranie i oficjalnie podróżowali jako turyści, aby nie wzbudzać najmniejszych podejrzeń. Oficerowie Wermachtu gromadzili też informacje o wadach i zaletach niemieckiej broni oraz innego sprzętu. Legioniści awansowali o jeden stopień wojskowy wyżej, niż ten, który posiadali w armii niemieckiej. Poza żołdem w swoim kraju, który był dla nich odkładany otrzymywali drugi w Hiszpanii wypłacany w pesetach. Pierwszym dowódcą Legionu Condor był gen. Hugo Sperrle [lub Speerle - książka zawiera dwie różne pisownie], drugim gen. Helmuth Vollkmann, trzecim zaś gen Wolfram von Richthofen.

Legion od początku był traktowany jako rezerwa wykorzystywana w szczególnie kryzysowych sytuacjach. Poznajemy kulisy walk w określonych miejscach, jak Guernica, Teruel, nad rzeką Ebro, czy zdobycie Walencji. Poddanie się Madrytu i Aranjuez 28.03.1939 oznaczało dla formacji koniec walk. W ciągu trzydziestu trzech miesięcy starć zginęło dwustu dziewięćdziesięciu dziewięciu żołnierzy Legionu, najwięcej lotników, bo aż stu siedemdziesięciu. Opinia publiczna do końca nie była informowana o działaniach formacji, dopiero od czerwca 1939 roku rodziny poległych zaczęły uzyskiwać informacje o śmierci bliskich osób. W Berlinie 06.06.1939 roku miała miejsce uroczysta defilada żołnierzy, w której uczestniczyło ponad czternaście tysięcy ludzi. Odbyły się dekoracje Krzyżami Hiszpańskimi. W kolejnych dniach wrócili do macierzystych jednostek. Legion przeszedł do historii.

Legion Condor. Hiszpańska wojna Hitlera opowiada o ich wzlotach, a także upadkach. Książkę zaliczamy do literatury faktu. Zawiera przykłady oryginalnych materiałów, depesz, listów, dyskusji prowadzonych między stronami zbrojnego konfliktu. Napisana chronologicznie, każdy rozdział zaczyna się od wprowadzenia w konkretny etap zmagań wojennych, co powoduje, że łatwiej odnaleźć się czytelnikowi w tych niuansach. 

Opracowanie podzielone jest na kilka etapów:
- zaplecze historyczno - polityczne Hiszpanii
- powstanie Legionu i opis jego walk do zakończenia wojny domowej 
- wyciągnięcie wniosków i doświadczenia walk, rzetelna ocena kwestii pozytywnych i negatywnych, choć nie wszystkie wnioski były słuszne
- przykłady umundurowania, samolotów, Krzyże, sztandar, medale, odznaczenia wraz z opisem, oznaki stopni.

Sprawa Legionu została przedstawiona z każdej możliwej perspektywy. Książka jest wręcz najeżona faktami historycznymi. Zawiera mnóstwo zdjęć, na których uwieczniono główne postaci sceny politycznej, typy samolotów, armat, statków, czy żołnierzy, zbombardowane lotniska, mosty, przykłady bomb lotniczych. Najważniejsze nazwiska biorących udział w wojnie wpisano i opracowano w aneksach, począwszy od dowódców, szefów sztabu, poprzez innych wyższych oficerów, aż do pilotów myśliwskich. W sumie dwadzieścia sześć typów samolotów wykorzystano podczas wojny. Nie bez znaczenia pozostaje dobre przeszkolenie pilotów, doświadczenie oraz umiejętności dowódców. Podane zostały dwa propagandowe marsze Legionu Condor: "Marsz lotników bombowców Legionu Condor" oraz "Marsz paradny Legionu Condor". Dodatek zawiera przypisy, bibliografię selektywną oraz notki o pochodzeniu zamieszczonych fotografii.

Wydanie książki jest przyjemne dla oka, okładka ukazuje kolumnę żołnierzy paradujących ulicą, czyli nawiązuje do tytułu oraz tematyki. Wydanie zawiera drobny druk, który powoduje zmęczenie wzroku.

Nie jestem osobą doskonale znającą historię, interesuje mnie jedynie na tyle, na ile to konieczne dla mojej własnej satysfakcji oraz potrzeby, dlatego nie znam pewnych faktów. Ogromnie dużo informacji wyniosłam z tej lektury  na temat wojny w Hiszpanii, o której mało się słyszy. Miała miejsce jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, która zdecydowanie przyćmiła tamte wydarzenia. Książka nie należy do łatwych, raczej nosi znamiona ciężkiego kalibru, jednak autorzy rzetelnie opracowali temat, dlatego należy dać jej szansę. Uważam, że idealnie trafi w gust każdego miłośnika tematyki wojennej.

Moja ocena: 3/5

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: History Books, Nie tylko literatura piękna oraz Z literą w tle



KSIĄŻKA PRZECZYTANA DZIĘKI UPRZEJMOŚCI SZTUKATERA :)